piątek, 15 czerwca 2012

uncomfortable

                              Szpilki, które mam na sobie miałam na drugi dzień swego wesela. Są skórzane i miały się rozbić...Aha, miały. Kupiłam je rok temu, kupiłam też jakiś psikacz, który rozpylałam w środku, a nawet chyba i na zewnątrz. Chodziłam w nich w grubych skarpetach, nawet siostra je nosiła, siostra, która ma stopę większą o 2 numery. Byłam z nimi u szewca. I co? I nadal mnie cisną! Ale uwaga! Już trochę mniej, da się wytrzymać kilka godzin, po czym później przestaje się czuć palce, które robią się białe z braku krwi...
                               Owszem, podobają mi się dalej, i czasem je założę, ale...Nie tak miało być. Dałam za nie prawie dwie stówki i niestety nie spełniają swego zadania należycie. Mam jednak nadzieję, że może za jakiś rok będzie się dało w nich wytrzymać dłużej...;)






                                                heels - Polański
                                                jeans - New Yorker ( Amisu )
                                                blouse - H&M
                                                jacket - New Yorker
                                                jewelry - no name
                                                bag - KappAhl
                                                sunglasses - no name

5 komentarzy:

  1. naszyjnik i buciki fajne;)

    zapraszam serdecznie;)

    http://vixen1990.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami tak z butami bywa:P Osobiście na takie buty polecam denaturat i mega gruba skarpeta.... no i bieganie w bucikach po domu :D Powinno pomóc :D Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny naszyjnik.. Uwielbiam takie cudeńka..:) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za odwiedziny i komentarze ;)
P.S. Nie wysyłaj zapytań w stylu "będziemy się nawzajem obserwować?", "podoba mi się Twój blog, może będziemy się obserwować?", itp., jeśli chcesz obserwować, po prostu obserwuj. ;)